Pożegnanie z Tajlandią

Po niespełna 3 dniach intensywnego eksplorowania wyspy Koh Tao nadszedł czas na spakowanie bagażu i opuszczenie tego raju na ziemi. Rano wypływamy szybkim katamaranem w kierunku przystani w Chumphon. Tam czekają na nas autobusy, które zawiozą nas do Bangkoku.  Za dnia podróż trochę się dłuży. Brakuje adrenaliny, która towarzyszyła nam podczas przeprawy w pierwszą stronę.

Naszą eskapadę kończymy w pobliżu alei Rambuttri. Kilkadziesiąt metrów dalej, przy ulicy Thanon Tani znajduje się hotel Thai Cozy House, w którym mamy zarezerwowany nocleg. Pokój jest bardzo skromny, bez okna, ale z lodówką, klimatyzacją i prywatną łazienką.

Po odświeżeniu się planujemy coś zjeść. Wychodzimy z hotelu, a naszym oczom ukazuje się… ściana deszczu. W końcu możemy poczuć na własnej skórze o co chodzi z deszczem monsunowym. Takiej ulewy dawno nie widzieliśmy! laugh Na szczęście deszcz szybko mija i możemy wyjść na ulicę. A tam jak zwykle czekają na nas kramiki z tajskim jedzeniem, świeżo wyciskane soki, owoce oraz „sticky rise with mango”!

Jemy, pijemy, kupujemy pamiątki i cieszymy się ostatnimi chwilami w Bangkoku. Tak spędzamy wieczór i przedpołudnie dnia następnego. Drugiego dnia dodatkowo dochodzi nam pakowanie.

O 16:00 podjeżdża zamówiony w hotelu bus, którym jedziemy na lotnisko. Przejazd zajmuje nam około godziny. Odprawa, nadanie bagażu i zdajemy sobie sprawę, że to już… koniec naszej pierwszej azjatyckiej przygody. O godzinie 20 wznosimy się w powietrze.

Pierwszy lot kończymy na międzynarodowym lotnisku w Abu Dhabi. Jest to ogromne lotnisko, bardzo ładne i bogate. Chcemy kupić kawę, ale mała filiżanka kosztuje ok. 50 zł, więc pozostajemy przy „chcemy”. Przed nami 9 godzin oczekiwania na kolejny samolot. Najpierw układamy się na ziemi, na dywanie. Później zwalnia się miękkie „legowisko”, gdzie śpimy jak królowie. Noc szybko mija, a my znów jesteśmy na pokładzie samolotu – tym razem do Berlina. Podczas podróży staramy się dużo spać. Oglądamy filmy. Jemy i pijemy. Zanim zdążymy całkowicie znużyć się lotem – znów jesteśmy na lotnisku. Teraz „tylko” 4 godziny oczekiwania i ostatni przelot – do Warszawy.

 

Podróż dzień 14-17.